Artist: Jankes
Album: Stereo-(I)-Typ
Song: Spadaj #9


(Chorus)
Jeden z zasadą by nie ruszać gówna, bo będzie jebać,
Inny, że jeśli to gówno to należy je sprzedać.
Od gówna podatek i tak zabierze fiskus
A ja chcę żyć tym gdzie nawet publika to liga mistrzów.

(Verse 1)
Tu otacza nas obraza i odraza jak w obrazach,
Promenada słów omamia i obnaża się osada.
Ospała ofiara się obawia czy to się opłaca
Do opata omawiać o oralach i opłatach.
Oplata nas plakat by opłakać oryginała
I osacza już ograna oktawa na organach.
Obolała obława, odsączona oranżada.
Każdemu po kolei będę powtarzał spadaj.

(Chorus)

(Verse 2)
Tu wersety na kasety, niestety to nie przesyt.
Mnie tu cieszy mój zeszyt i kobiety bukiety.
Mnie tu cieszy moc uciechy co wywołuje uśmiechy,
Chociaż zawsze imbecyl grzeszy tu przez interesy,
Bo tandety w kieszeni chce ożenić i je ceni,
Węszy jeleni, by pozbyć się biedy jak akademik.
Metryk wykresy niezrozumiałe dla rzeszy,
Uwidocznią wtórny analfabetyzm.
Artretyzm starych cieci co na siłę chcą nas przeszyć,
Spowolni modernizm, który konieczny by świecić.
Przeczy magnetyzm jednobiegunowych badziewi.
Spadaj, odnośnie wielu kolejnych rzeczy.

(Chorus 2x)